|
|
Cuba! Que linda es Cuba!
Prażące słońce. Wilgotność ok. 80%. Kolonialna zabudowa. Samochody z lat 60 współdzielą
ulice z rosyjskim uazami i polskimi "małymi fiatami".
W taksówkach słychać bachatę, salsę i reggaetón. W klubach i restauracjach unosi się
zapach cygar, a barmani polewają rum Havana Club.
To jest Kuba. Piękna Kuba. Z jednej strony rajska wyspa, a z drugiej piekło brutalnej
rzeczywistości, której kubańczycy codziennie muszą stawiać czoło.
Na początku września tego roku miałem okazję po raz kolejny odwiedzić Kubę. Był to
czwarty raz jak postawiłem nogę na kubańskiej ziemi, która przy okazji każdej z wizyt
ukazywała mi swoje inne oblicze: raz to pięknego raju, a kiedy indziej kraju
bez perspektyw. Tak i tym razem ujrzałem ją z innej strony.
Komunistyczny kapitalizm
Obecna Kuba różni się od tej jaką poznałem siedem lat temu. Na wyspie powoli zachodzą
nieuniknione zmiany, które chcąc nie chcąc są naturalną odpowiedzią kubańczyków na
sytuację w jakiej się znajdują. Co ciekawsze, zostały one zapoczątkowane przez same władze
wyspy.
Inwestycja w turystykę bardzo wspomogła kubańską gospodarkę, gdy "sowiecki brat
zakręcił kurek". Paradoksalnie rozwój turystyki i otwarcie się Kuby na świat
rozpoczeły ten powolny proces zmian, których owoce dopiero teraz można dostrzec.
Jeszcze kilka lat temu mieszkańcy Hawany w spontaniczny sposób ukazywali swoją
radość, żywiołowość. Potrafili zagadać na ulicy tylko z ciekawości i chęci poznania innej
kultury. Obecnie ta spontaniczność zanika i powoli zostaje wypierana przez twarde
reguły kapitalizmu. Tak, tak. Kapitalizmu. Bo chociaż oficjalnie panuje tam partia z
brodatym dowódcą na czele, w rzeczywistości na Kubie rządzi pieniądz.
Uchylając granice na potrzeby turystyki, kubańczycy otrzymali dostęp do informacji "z
zewnątrz". Wielu z nich, którzy legalnie lub nie wyjechali z wyspy, żyjąc przez dłuższy
czas za granicą dorobili się pieniędzy i teraz przyjeżdżają na Kubę w odwiedziny,
chętnie pokazując, że zarobili więcej za granicą niż u siebie w kraju.
Na ulicach pojawiają się więc widoczne różnice klasowe. Są bogatsi i biedniejsi. Jednych
traktuje się lepiej, innych gorzej. A nikt nie chce być traktowany gorzej. Każdy chce
mieć markowe ubrania, buty, złote łańcuszki i telefon komórkowy. Przy czym ceny tych
gadżetów są porównywalne z cenami w Polsce, a niekiedy nawet i droższe. warto
jeszcze wspomnieć, że żywność, która jest dostępna w sklepach w walucie wymienialnej (CUC)
jest zdecydowanie droższa niż w polskich supermarketach (np. mleko 1L ok. 8,50 zł).
Jak więc mieszkańcy wyspy mogą sobie pozwolić na to wszystko za pensję wysokości ok. 20-25 euro...?
Jedną z rzeczy, które mnie uderzyły podczas ostatniej podróży na Kubę, to jak interesowni
stają się Kubańczycy. To co kiedyś było naturalne i spontaniczne teraz staje się płatną
usługą. I to nie tylko w stosunku do turysty, lecz wobec samych kubańczyków również.
Przecież nawet sąsiad może mieć "kogoś za granicą", a co za tym idzie więcej pieniędzy.
Piszę o tym z pewnym żalem i nostalgią, z tęsknoty za tym co być może bezpowrotnie przemija.
Jednocześnie jako mimowolny obserwator piszę to również ze zrozumieniem, gdyż taka jest
najwyraźniej naturalna kolej rzeczy.
I tak pod przykrywką komunizmu na Kubie, drodzy Państwo panuje dziki kapitalizm. Teraz
powoli wychodzi on z ukrycia, a sami mieszkańcy wyspy coraz chętniej i bardziej otwarcie
zaczynają mówić o wadach obecnego systemu. Jesteśmy świadkami poważnych zmian jakie
mają miejsce na Kubie, teraz i w ciągu następnych lat.
Muzyka i taniec
Ewolucji i zmianom ulega też muzyka i preferencje taneczne kubańczyków. Chociaż na
dyskotekach, w radiu i w telewizji dalej można usłyszeć timbe, son, bolero czy cha cha
chá to jednak z przykrością muszę stwierdzić, że giną one w cieniu reggaetón'u.
Z przykrością ponieważ trudno mi uwierzyć, że style muzyczne i taneczne z tradycją i
bogatą przeszłością ustępują teraz miejsca prostym rytmom dla mas, które robione są na
komputerach, a do których pary poruszają się w sposób przypominający raczej miłosną
grę wstępną aniżeli taniec.
Takie preferencje muzyczne można zaobserwować na ulicach i w klubach Hawany. U artystów
kubańskich sprawa ma się trochę inaczej. Powstały oczywiście grupy śpiewające
reggaetón (Eddy K, Gente de zona), a niektóre znane zespoły nagrały pojedyncze
utwory w tym stylu, jednak większość ze znanych już zespołów oraz tych nowopowstałych
utrzymuje tradycję kubańską grając timbę, son, czy cha cha chá.
Zauważalnym trendem w muzyce kubańskiej jest też styl, którego jeszcze nie potrafię
nazwać, ale jak tylko się dowiem, nie omieszkam tego opisać na łamach portalu.
Jest to muzyka powstała z połączenia timby, muzyki popularnej i hip hop'u.
Styl znany m.in. z repertuaru zespołu Charanga Habanera jest coraz częściej słyszany w
wykonaniu też innych artystów (Bamboleo, Paulito FG, Orishas). Są to bardzo żywe, wesołe
i istnie tropikalne rytmy, które obok reggaetón'u podbijają kubańską publikę,
a które z pewnością znajdą uznanie w obu Amerykach czy w Europie.
Cuba caliente
Kuba, chociaż dalej bardzo gorąca, zmienia swój wizerunek, do jakiego przyzwyczaiła cały
świat w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Trudna rzeczywistość wymusza ewolucje i zmiany, które stają się coraz
bardziej widoczne.
Na dzień dzisiejszy trudno jest przewidzieć jak potoczy się historia w przypadku tej
największej wyspy Karaibów, a co za tym idzie, jak będzie wyglądała za 5, 10, czy 20 lat.
Dlatego też wszystkim, którzy planują odwiedzić Kubę, a z jakiś powodów odwlekali wyjazd,
szczerze polecam czym prędzej skorzystać z okazji teraz, bo na poznanie rewolucyjnej Kuby
niedługo może być za późno...
Piotr Nowak
|
|
|
|