Skąd pochodzisz?
Urodziłem się 6 stycznia 1969 r. w Santiago de Cuba, w jednej z prowincji Kuby.
Kiedy zacząłeś grać zawodowo?
Pierwszy koncert dałem w 1974 czy 1975 r., kiedy w szkole zorganizowano festiwal muzyków-amatorów.
Dlaczego przeniosłeś się z Santiago de Cuba do Hawany? Jaka jest różnica między tymi miastami?
Wszyscy muzycy, którzy uczą się na Kubie na prowincji muszą przyjechać do Hawany. W Santiago de Cuba nie ma żadnej wyższej szkoły
muzycznej kształcącej profesjonalistów, jest tylko podstawowa. Ten, kto ukończy podstawową edukację muzyczną, jedzie kształcić się
dalej do Hawany. Poza tym duża różnica między Santiago de Cuba i Hawaną polega na tym, że Santiago de Cuba to prowincja, która leży
bardzo daleko od stolicy, ma małe możliwości i niewielkie środki finansowe, nie docierają tam żadne wiadomości muzyczne, podczas gdy
Hawana to stolica. Tam można zdobyć wszelkie informacje o muzyce, tam znajdują się wyższe szkoły, w których wykłada się kubańską
muzykę ludową, w nich też pojawiają się nowe instrumenty muzyczne sprowadzane na Kubę. I to jest właśnie ta wielka różnica: Santiago
de Cuba, podobnie jak Guantánamo i inne prowincje, ma wielu świetnych muzyków, ale żeby móc kontynuować swoją karierę muzyczną,
muszą koniecznie przyjechać do Hawany.
Czy hawańscy muzycy szybko cię zaakceptowali?
Po przyjeździe do Hawany - przyjechałem zresztą z wieloma moimi kolegami ze szkoły - uczyłem się nadal grać na wiolonczeli w wyższej
szkole, w której wykłada się muzykę ludową, jednocześnie chodziłem na kurs harmonii dla aranżerów i kompozytorów. Przyłożyłem się
mocno do pracy na tym kursie, a ponieważ w wyższych szkołach wszyscy chcieli zakładać zespoły, zacząłem opracowywać dla nich
aranżacje. Wszystkim się podobały i w ten sposób szybko stałem się znany.
W ilu zespołach występowałeś na Kubie?
Na Kubie jest bardzo dużo dobrych zespołów muzycznych. Ja współpracowałem z ponad piętnastoma zespołami z samej Hawany, robiłem
aranżacje, nawet nagrywałem z nimi.
W jaki sposób na Kubie prezentowana jest muzyka: czy są to przede wszystkim koncerty, nagrania, czy występy w radiu?
Głównie koncerty. Radio zainteresowane jest przede wszystkim prezentacją płyt o światowej sławie, nie stara się pomagać kubańskim
muzykom. Na Kubie tylko jedna firma realizuje nagrania (firma Egrén), bardzo biedna, która robi tyle, ile może. Płyty, które
sprzedaje się za granicą, są nagrywane przez firmy zagraniczne. Ale w całym kraju są miejsca - niezbyt dużo, ale są - w których robi
się wszystko, by zespoły kubańskie mogły grać.
O czym mówią teksty piosenek śpiewanych na Kubie?
Teksty piosenek kubańskich są bardzo proste, mówią o życiu Kubańczyków, o ich naturze, sposobie myślenia, charakterze. Wszyscy
autorzy, którzy tworzą dobre utwory, piszą głównie o tym. Kuba, ze względu na swoje warunki geograficzne i charakter mieszkańców, ma
dużo do zaoferowania kompozytorom, jeśli chodzi o tematy muzyczne.
Jakie style muzyczne są najpopularniejsze w tej chwili na Kubie?
Na Kubie istnieje dużo gatunków: danzón, mambo, cha-cha-cha, son, rumba, guaracha, powstał też gatunek zwany timba, który obecnie
zajmuje pierwsze miejsce w kraju. Nazwa timba odnosi się do gatunku muzycznego, w którym w instrumentach metalowych i w harmonii
widać nadal duży wpływ jazzu, tematy pozostają te same, zmienia się jedynie muzyka. Jest to dość skomplikowany produkt muzyczny, ale
sądzę, że podoba się ludziom.
Który z tych stylów jest Twoim ulubionym?
Muzykowi kubańskiemu trudno powiedzieć, który z gatunków istniejących na Kubie podoba mu się najbardziej. Son to gatunek, który
trafia do serca każdego Kubańczyka i każdego muzyka, cha-cha też, i mambo, podobnie danzón. Ale jeśli by mi kazano wybrać z nich mój
ulubiony, wybrałbym son. Nie dlatego, że jest najstarszy, najbardziej pierwotny, ale ponieważ jest najmniej skażony, najczystszy ze
wszystkich.
Byłeś uczniem Rubena Gonzaleza, wybitnego kubańskiego pianisty, gwiazdy projektu Buena Vista Social Club. Jak doszło do waszego
spotkania?
Rubén Gonzalez był w pewnym okresie zupełnie zapomniany, nie miał pianina, ale udało mu się wypłynąć teraz dzięki filmowi "Buena
Vista Social Club". Rubén mieszka na ulicy Lucena, niedaleko miejsca, w którym miałem próby z zespołem, a jako wielki pasjonat
muzyki, przychodził do nas na próby. Ja, ponieważ wiele o nim wcześniej słyszałem i znałem go już osobiście, podchodziłem zawsze do
niego i prosiłem o różne rady co do sposobu grania. Mój styl gry jest zupełnie inny niż jego, ale on zna mnóstwo sekretów pianistyki
kubańskiej, które każdy muzyk, a zwłaszcza pianista, powinien znać.
Czy liczyłeś w nagraniu ilu płyt wziąłeś udział na Kubie?
Nie licząc tego, co zrobiłem tu w Polsce, na Kubie nagrałem 32 płyty. Na wielu z nich grałem, w przypadku wielu innych byłem
kierownikiem muzycznym, w wielu opracowywałem aranżacje i organizowałem całą promocję muzyczną.
Opowiedz o płycie, która właśnie została wydana. Wiem, że była nagrywana na Kubie. Kto był autorem piosenek, kto uczestniczył w
sesjach?
Tę płytę ("El Katao") nagrano na Kubie z udziałem muzyków z różnych zespołów. Wszyscy są moimi przyjaciółmi. Głos nagrywał Coco
Freeman, doskonały śpiewak. Oprócz dwóch utworów Lecuony i Phila Collinsa, muzyka i słowa piosenek na tej płycie są autorstwa
Roberta Valdésa, mojego dobrego przyjaciela. Krążek zawiera przeróżne rodzaje muzyki: son, guarachas, jest na nim muzyka wiejska,
dość już zapomniana na Kubie. Nagrano ją przy bardzo małych nakładach finansowych, bo produkty kubańskich studiów nagrań nie są
najwyższej jakości, natomiast muzycy, którzy ją nagrywali są doskonali. Nie wymieniam nazwisk, bo jest ich bardzo wielu, a źle bym
się czuł, gdybym o którymś zapomniał. Jest to bardzo interesująca płyta, prezentująca przegląd całej muzyki kubańskiej, bardzo
ciekawa dla każdego muzyka.
Dlaczego przyjechałeś do Polski, czy na Kubie było ci za gorąco?
(śmiech) Byłem na tournée po Europie z zespołem Sierra Maestra, promującym film "Salsa". Przed wyjazdem do Europy, podczas prób na
Kubie, miałem kontakt z Miki, muzykiem, który teraz też ze mną współpracuje. W czasie tych prób poznałem też piękną młodą dziewczynę
z Polski. Kiedy byłem w Włoszech, postanowiłem wybadać, jak wygląda w Polsce rynek muzyki kubańskiej. Miałem silną motywację,
uczucie, ponieważ nie mogę jednak na długo opuszczać mojej pracy, nawet dla miłości, postanowiłem przyjechać i tu pracować.
Po przyjeździe zobaczyłem, że film "Buena Vista Social Club" jest na ekranach kin i że ludziom podoba się bardzo muzyka kubańska.
Zacząłem z pomocą Mikiego szukać muzyków i próbować stworzyć zespół muzyki kubańskiej. W końcu się udało i powstał zespół "Calle Sol".
Jest to projekt, nad którym obecnie intensywnie pracuję.
A jeśli chodzi o wyjazd z Kuby, to ja nie jestem oddalony od Kuby, bo mam kubańskie korzenie. Ale teraz mogę pracować z większą
swobodą, bez napięcia i bez pośpiechu, nie zapominając jednocześnie o Kubie. Wrócę na Kubę, kiedy tylko będę miał na to ochotę,
kiedy skończę pracę.
Jak powstał zespół "Calle sol" i kto wchodzi w skład tej grupy?
Projekt zespołu "Calle Sol" stworzyliśmy tutaj, w Warszawie, razem z Mikim. Miki przedstawił mnie bardzo dobrym muzykom z Akademii.
Opracowałem aranżacje i starałem się przybliżyć im muzykę, której mało wcześniej słuchali i której nigdy nie uczyli się w szkole,
która ma zupełnie inne korzenie i całkowicie odmienną tradycję od muzyki europejskiej. Dawałem im nagrania, żeby przysłuchiwali się
sposobowi interpretacji tej muzyki, a oni uczyli się z prawdziwym zainteresowaniem i tak krok po kroku udało się nam wszystko złożyć
w całość.
Jeśli chodzi o skład zespołu to: Paweł gra na basie, Mikołaj - na kongach, David, Meksykanin, który mieszka tu już od jakiegoś czasu,
świetny muzyk, gra na bongosach, na kotłach gra Hubert, a na perkusji - Tomek, Anka Patynek gra na instrumentach perkusyjnych, na
guiro, klawesach, Piotr - na trąbce, na drugiej - Marcin, na saksofonie altowym - Marcin Gańko, na tenorowym - Radek, na puzonie -
Darek, bardzo dobry, niesamowity muzyk, bo puzon to bardzo kubański instrument, jeśli chodzi o sposób grania, a on radzi sobie
świetnie. No i ja - na fortepianie.
Jak doszło do spotkania z Maćkiem Maleńczukiem i dlaczego akurat piosenkę "Ach, proszę pani" z jego repertuaru wybrałeś na swoją
solową płytę?
Jechałem kiedyś na Mazury i w samochodzie była włączona kaseta Maleńczuka, ale tylko z gitarą. Zwróciłem uwagę, że temat piosenki
"Ach, proszę pani" ma w sobie coś bardzo kubańskiego. Maria, moja narzeczona, powiedziała, że byłoby niegłupio zaproponować mu jakąś
aranżację. Porozmawialiśmy o tym z Olafem, moim przyjacielem, świetnym muzykiem, który tu mieszka i powiedział mi, że zna Maleńczuka
osobiście, razem pracują. Skontaktowaliśmy się z nim, zrobiłem aranż, spodobał mu się i w ten sposób zaczęliśmy współpracować.
Lubię Maleńczuka, bo jest to muzyk, który włożył dużo pracy w to, co stworzył, a poza tym interesuje się rozmaitymi gatunkami
muzycznymi. Śpiewa nie tylko to, co wszyscy w Polsce chcą śpiewać, ale stara się iść dalej, poszukiwać, śpiewa son, tango, interesuje
się każdym rodzajem dobrej muzyki. To bardzo ważne w przypadku muzyka.
No, jednak muszę zadać Ci to pytanie. Czy podobają ci się Polki?
Polki są w większości bardzo miłe. Ale ponieważ nie znam języka, z wieloma trudno mi się porozumieć czy porozmawiać, więc nie mogę
ocenić poziomu ich inteligencji. Ale jeśli uznać te kobiety, z którymi rozmawiałem, za reprezentację polskich kobiet, to myślę, że
są bardzo sympatyczne i inteligentne. Są bardzo zgrabne i dobrze się ubierają, wiedzą, co założyć na wieczór, jak się ubrać na
imprezę. Moja narzeczona, która też jest Polką, dobrze gotuje, nie wiem, czy inne Polki też, ona w każdym razie tak. O ile w ogóle
gotuje - tu jest problem.
Czy podzielasz opinię, że blondynki są mało inteligentne?
Blondynki? Nie! Nie! Nie wiem dlaczego blondynki mają taką sławę nieinteligentnych i szalonych. Ależ nie, skąd! Kolor włosów nigdy
nie decyduje o tym, co dzieje się we wnętrzu kobiety. Owszem, włosy mogą mówić trochę o jej sposobie myślenia. Ale nie możesz
przecież stwierdzić z góry, że dana kobieta jest zła albo dobra dlatego, że jest blondynką. A jeśli chodzi o to, czy są szalone, to
myślę, że to nie jest tylko problem blondynek, bo sądzę, że wszystkie kobiety są szalone, więc to problem generalny.
Jak sądzisz, w jakich warunkach najlepiej odbiera się muzykę, którą tworzysz?
Myślę, żeby - skoro muzyka ta się podoba - firmy działające na rynku fonograficznym sprowadzały więcej płyt z muzyką kubańską.
Ludzie muszą jeździć po nie do Niemiec, czy do innych krajów, albo na Kubę. Sądzę, że jeżeli muzyka się podoba, można wiele zdziałać
w tej dziedzinie.
Niczego nie trzeba pić, trzeba po prostu iść na koncert i tańczyć. Picie przychodzi samo. Kiedy poczujesz muzykę kubańską i zaczniesz
tańczyć, zaraz sięgniesz po rum kubański. To jest nieodłączne.